Kraków, 23-24.6.2007
Posted in Ogólne, Wystawy on czerwiec 25th, 2007I po Krakowie… Oj, dwie nieprzespane noce + bardzo długa podróż (w domu byliśmy po północy) dały taki efekt, że Varg po wejściu do domu padł nieprzytomny, a ja obudziłam się następnego dnia o 14
. Jak się zresztą później okazało-Paweł też. Ale po kolei.
Do Krakowa wyruszyliśmy o 6 rano (pociągiem). Był to pierwszy raz, kiedy Varg jechał pociągiem i pierwszy raz, kiedy jechał tylko ze mną i Pawłem tak daleko. Jak chyba wszyscy wiedzą, Varg najbardziej szaleje za moim Tatą-a tutaj musiał wytrzymać bez niego…
Ogólnie rzecz biorąc, jestem BARDZO zadowolona z podróży- Varguś cały czas spał spokojnie, tylko z początku zdarzyło mu się nieco obszczekać konduktora (w końcu co taki facet sobie wyobraża, wchodząc do jego-Varga-przedziału?!
), a potem- było to już dla niego zupełnie obojętne, czy do przedziału ktoś wchodzi, czy też może ktoś przeciska się po korytarzu; ilość osób w przedziale- także. Nawet jak jechaliśmy z dodatkowymi 4 osobami… Co tam! Przecież zawsze można się wyłożyć na ziemi i przytulić do czyjejś stopy
. Varg takim zachowaniem zdobywał sobie sympatię obcych ludzi. Gdy na niego patrzyli- uśmiechali się, a on mógł spokojnie spać.
W Krakowie byliśmy przed 16. Całe szczęście, że akurat w pobliżu dworca była moja koleżanka- Magda, bo gdyby nie ona, to chyba byśmy na spotkanie nie trafili (mapki oczywiście nie wzięłam)
Wielkie dzięki jej za to, że zaprowadziła nas na przystanek i wsadziła do odpowiedniego autobusu.
Będąc już na spotkaniu Varg chyba stwierdził, że warto było przebyć taki kawał drogi, bo biegał szalenie uśmiechnięty, dumny i non stop zaczepiał Donę, która musiała mu sie bardzo spodobać
. Ja natomiast byłam zachwycona nowo poznanymi Wilczakami- już tak dawno nie widziałam takiej grupy na raz…
Zapoznaliśmy się z właścicielami, pogadaliśmy, zjedliśmy (ja- na spółkę z Grejs;)) i ruszyliśmy na starówkę, gdzie czekała już na wszystkich Gaga z Cheitankiem i Rona z Rodziną. Było super- przemarsz wilczakowy pierwsza klasa
, a Kraków pięęękny! I tutaj znów bardzo spodobało mi się zachowanie Varga, bo w wielkim tłumie szedł spokojnie, bez żadnego strachu, na luzie. Oczywiście musiał mieć na oku mnie i Pawła, bo inaczej rozpoczynał poszukiwanie
. Wieczorem, gdy już wróciliśmy do domu, reagował na każde moje nawet najmniejsze zawołanie- tak to jest, gdy w nowym miejscu trzeba mieć się na baczności i pilnować pańci. Jednak wciąż zachowywał cudowny spokój. Dopiero w takich momentach raczej nietypowych dla Varga jestem w stanie w pełni docenić jego charakter- opanowany, łagodny i ostrożny, a jednak zawsze mający wszystko pod kontrolą. No po prostu mój siwy skarb
. Zmęczeni, poszliśmy spać.
Rano- wystawa. Podobno krakowskie wystawy zawsze są gorące- ta też taka była
. Na wystawie spotkaliśmy kolejne, nowe dla nas, Wilczaki. Jeszcze w zeszłym roku bywało, że na wystawie było po 4, 5 psów… a teraz? Było 11
. Bardzo fajnie.
Sędziowanie wypadło dla nas niepomyślnie, gdyż niby wszystko było okej, tylko pani Sędzia nie widziała w Vargu “mężczyzny”
, a w Polsce jest już na tyle dobrych CzW, że jest w czym wybierać. Nawet przywitała nas słowami, że jak weszliśmy na ring, to zastanawiała się, czy przypadkiem nie pomyliliśmy klasy. Niestety nie pomyliliśmy
. Zeszliśmy z bdb. I właściwie to dobrze, że tak nas oceniono- bo jak teraz o tym myślę, to dla Varga rzeczywiście na pewno przyda się chodzić więcej na rower, szczególnie teraz, gdy mamy już tyle wolnego czasu
. Jest delikatnej budowy i nie ma takiej opcji, żeby kiedyś stał się klockiem, ale trochę mięśni zdecydowanie mu nie zaszkodzi…
Po ocenianiu musieliśmy niestety szybko uciekać, bo już o 14 mieliśmy pociąg. także szybkie pożegnanie i już jechaliśmy tramwajem na dworzec. W Zawierciu mieliśmy przesiadkę i tam spotkała nas niespodzianka- “pociąg do Białegostoku jest opóźniony o 20 minut… 40… 55…” - i w efekcie zamiast być w Białymstoku o 23, byliśmy o 24. Potem trzeba było jeszcze dojechać do Supraśla. Podróż powrotna była o tyle cięższa, że z Zawiercia do Warszawy jechaliśmy w 8 osób. Jednak, jak już pisałam, Varg zdobywał sobie sympatię ludzi układaniem się na ich stopach i przytulaniem do ich nóg
.
Tak minął nam weekend.
Za gościnę BARDZO, BARDZO DZIĘKUJEMY MAGDZIE I ANDRZEJOWI
.
Za dobrą zabawę Wszystkim Obecnym i ich Psom
.
Natomiast za pomoc w dotarciu z dworca i na dworzec Magdzie i dwojgu sympatycznym osobom, których imienia nawet nie znam
.
Oby więcej takich spotkań!
Zdjęcia będą mam nadzieję jeszcze dziś w Galerii.
Hej!
